Kazachstan Expedition 2025

Dzień 0, ✈️ Atyrau
Pozdrowienia z Kazachstanu 8️⃣2️⃣ odwiedzony przez mnie kraj Świata
Zaczynamy nową przygodę i wyprawę przez Azję Środkową Miesiąc na kazachskich stepach i przełęczach Gór Tienszan ️ Przygotowania do wyprawy znikome. Planowanie trasy i zakup biletu dwa miesiące przed wyjazdem. Poza wymianą sterów kierownicy, rower bez żadnych zmian po wymagającej trzymiesięcznej wyprawie przez Andy w pierwszym kwartale tego roku Dobrze, że chociaż, napęd wyczyściłem i nasmarowałem ⚙️ Zamiast namiotu tym razem zabieram bivi bag, w którym i na którym mogę spać w śpiworze ️ Ciekawy jestem jak się sprawdzi taki wariant noclegów Tradycyjnie w trasę wyruszam na moim gravelu Author Ronin z prostą kierownicą i górskim napędem oraz czterema polskimi sakwami Extrawheel w których będę testował kilka nowych rozwiązań Całość sprzętu waży dokładnie 29,2kg. Pierwszy etap podróży: Jelenia Góra – Iłowa Berlin Stambuł ✈️ Atyrau ✈️ W samolocie z Berlina do Stambułu, praktycznie sami Turcy. Oni biją brawo pilotowi za bezpieczne lądowanie Po 20 godzinach podróży, po 3:00 w nocy wylądowałem w sporym mieście niedaleko Morza Kaspijskiego, Atyrau

Dzień 1, Kazachstan , Atyrau – Aktobe, 35km
Loty bezproblemowe, na lotnisku w Berlinie nawet nie musiałem ważyć kartonu, wystarczyło że powiedziałem że ma 30kg. Lądowanie w Atyrau przed trzecią w nocy czasu polskiego, różnica trzech godzin do tyłu. Lotnisko niewielkie, skromne. Szybko złożyłem rower, porzuciłem karton przed lotniskiem i udałem się w kierunku centrum miasta. Chciałem podjechać nad brzeg Morza Kaspijskiego ale z okolic lotniska nie było żadnej przyzwoitej drogi, a teren wydawał mi się zamknięty i niedostępny. Pierwsze wrażenia w Atyrau jak najbardziej na plus. Czysto, równe szerokie drogi, sporo dróg rowerowych, nowych osiedli, a w niedzielny poranek ruch na drogach niewielki. Poranek dość chłodny, a w południe było już za ciepło. Na jednym z mostów przekroczyłem granicę pomiędzy Europą i Azją. Szeroka rzeka Ural Kolejny kraj którego trzeba się uczyć na nowo. Najgorzej jest z językiem i porozumieniem się. Nawet w punkcie informacyjnym na dworcu nikt nawet nie znał prostych zwrotów po angielsku. Ja rosyjskiego i jego pochodnych ni w ząb nie panimaju Na dworcu bez prowizji wypłaciłem 30k tenge bez prowizji z Revolutem z bankomatu Halyk Bank 500 tenge przeliczam sobie na 4zł. W południe dojechałem do dworca kolejowego w Atyrau. Obok był też dworzec autobusowy i taksówki dalekobieżne. Pociąg z Atyrau do Aktobe jeździ dwa razy dziennie, 7:20 i 14:30. Żaden autobus nie jeździ bezpośrednio, a taksówka w przeliczeniu 500zl jeśli miałbym jechać sam lub 10.000 tenge od osoby przy sześciu pasażerach, nie wiadomo jednak kiedy znajdą się chętni pasażerowie Z zakupem biletu musiałem czekać do przyjazdu pociągu na dworzec. W pociągu nie było wagonu towarowego i przewóz roweru uzależniony był od dobrej woli konduktora. Ten zgodził się zabrać rower i mogłem zabrać się do Aktobe. W zakupie biletu pomogła mi babka z informacji turystycznej, tłumaczyła wszystko przez translator. Dzięki temu zabiegowi zaoszczędziłem jakieś 1000zł bo o tyle bilet lotniczy był droższy do Aktobe niż Atyrau Bilet na pociąg kosztował mnie 8200 tenge czyli jakieś 65zł. Odpadł mi też jeden koszt noclegu, cała noc spędzona w pociągu. Pociąg wręcz luksusowy, miejsca leżące, w każdym wagonie konduktor, toaleta, aneks kuchenny, termos z wrzątkiem. Oczywiście są też gniazdka elektryczne, wifi było ale nie działało, można się połączyć tylko w intranetem Do wykupionego miejsca dostałem dwa koce, poduszkę i komplet czystej pościeli Przejazd powolny, mozolny. Po tej trasie nie wyobrażam sobie siedzenia tydzień w pociągu kolei transsyberyjskiej. Pociąg nie jest demonem prędkości na tej trasie, chociaż oznaczony że jego prędkość maksymalna to 160km/h 620 kilometrów z Atyrau do Aktobe pokonane 17 godzin Przynajmniej mogłem odpocząć i odespać trudy podróży. Miejsce leżące w pociągu i tak o niebo lepsze od siedzącego w samolocie. W Kazachstanie raczej nie ma kłopotu z zakupem kawy, sporo tu kawiarni i ekspresów w miejscach publicznych ☕
Jurmysz zdobyty ️
Najwyższe wzgórze europejskiej części Kazachstanu 509 metrów n.p.m. To niewysokie, trawiaste wzniesienie niezbyt wyróżniające się w krajobrazie. Do niedawna bezimienny szczyt. Góra należy do Korony Europy i jest to moja czterdziesta zdobycz z tej listy Szczyt leży w paśmie Gór Mugodżarów 90km na północ od Aktobe i 60km na południe od rosyjskiej granicy niedaleko Orska. Na wierzchołek nie prowadzi żadna odznaczona droga, trzeba się kierować wg koordynatów GPS Na szczycie znajduje się niewielki słupek i zardzewiała metalowa blaszka z ledwo widoczną nazwą i wysokością Wzniesienie widoczne jest z głównej drogi, jeśli już się wie gdzie patrzeć
 
Dzień 2, Kazachstan , Aktobe – Jurmysz – Aktobe, 119kmPo nocy spędzonej w pociągu, rano z masztu zacząłem podążać w kierunku wzgórza Jurmysz na północ od Aktobe. Cały dzień jazdy na drodze R-87 z kierunku rosyjskiej granicy i Orska. Bardzo delikatny podjazd z długimi płaskimi odcinkami. Poranek znów chłodny, jakieś 7-8°C, wiatr nie sprzyjał, ciągle wiejąc z północy. Im dalej na północ tym też mniejszy ruch samochodowy. Tylko tabuny ciężarówek jechały z albo do rosji. Z daleka mogłem dostrzec kilka grupek wielbłądów Większa część drogi od strony Aktobe jest po remoncie, ale na kilku dalszych odcinkach jeszcze budowa i objazdy. Po 102 kilometrach dotarłem do skrętu w drogę szutrową pod wzgórzem Jurmysz, potem jeszcze jakieś 2km jazdy i znów skręt, ale już w pole i kierowanie się w wyznaczony punkt na telefonie. Do pewnego momentu idzie się wzdłuż śladów po wcześniej przejechanych autach, a końcówka już tylko przez trawy. Do końca nie byłem pewien czy szczyt znajduje się na naturalnym niezbyt wyniesionych trawiastym wzgórzu czy sztucznym nasypie niedaleko. Wysokości podobne. Wybrałem pierwszy wariant i prawidłowo. Na szczycie tylko niewielki słupek i metalowa płytka. Do zmroku zostało niewiele, więc po chwili na szczycie, szybko zacząłem powrót. Na skrzyżowaniu dróg Rozhdestvenskiy, zorganizowana akcja policji i zatrzymywanie do kontroli każdego pojazdu. Szybko zrobił się spory zator. Korzystając z okazji zapytałem kierowcę busa czy może mnie zabrać do Aktobe, zgodził się i godzinę później byłem już przy dworcu. Intensywny dzień. Z pociągu na górę i z góry na pociąg O 20:00 byłem przy dworcu, a pociąg odjeżdżał 20:39 Szybko kupiłem bilet, w sklepie obok zakupy i 20:30 już siedziałem w wagonie. Pociąg relacji Moskwa-Biszkek z wagonami sypialnymi bez przedziałów Pierwszy raz czymś takim jechałem. Drogo bo 16000 tenge za 600km jazdy, ale też o wiele szybciej niż z Atyrau bo planowany przyjazd do Aralska miałem na 7:21 rano.
 
Dzień 3, Kazachstan , Aralsk, 25km
W Aralsku byłem zgodnie z planem pociągu o 7:20 rano. Całą noc przespałem i nawet wstałem wypoczęty. Poranki tutaj rześkie, znów tylko jakieś 6°C. Pół dnia kręciłem się po mieście zwiedzając Aralsk. To jedno z wielu ofiar ingerencji człowieka w naturę i skomplikowany system wodny. Z miasta morza nie widać, choć jest tu port z którego obecnie zrobiono muzeum, park i przyjemne miejsce do spacerów. Obok portu wziąć widoczne żurawie portowe, ostały się dwa. Ogólnie miasteczko ładne, zadbane, sporo ulic z dobrej jakości asfaltem. Poza drogami dużo morskiego piasku ️ Bardziej pustynnie wokół miasta niż nadmorsko Morze Aralskie to bezodpływowe jezioro od lat 60-tych zmniejszyło swoją powierzchnię kilkukrotnie, a głębokość o połowę, nieudolne próby naprawy błędów przeszłości pozostają nieskuteczne. Kiedyś czwarte pod względem powierzchni jezioro na Ziemi ☝️Przemysł rybacki załamał się po oddaleniu się linii brzegowej od miasta na ponad 25 kilometrów. Miasto przerwało tylko dzięki linii kolejowej i głównej drodze z Aktobe przez Kuzyłorda do Szymkent oraz jako główne linie zaopatrzenia od Rosji po Kirgistan i Tadżykistan Popołudniu znalazłem niewielki rodzinny hotel, gdzie zostałem na noc. Wieczorem krótki spacer po centrum. W mieście przegląd motoryzacji z całego świata. Auta europejskie, chińskie, japońskie i hinduskie. Sporo też amerykańskich sprowadzonych. Benzyna kosztuje 250 tenge czyli jakieś 2zł, a i tak wiele aut jest na gaz, który kosztuje 100 tenge czyli około 80 groszy. Sporo Ład 2107, Niw, ale też najnowszych modeli aut. Kolejne dwa dni to jazda rozgrzewkowa do miasta Bajkonur
 
Dzień 4, Kazachstan , Aralsk – Ajkete Bi, 123km
Od rana na rowerze po głównej drodze na południe M32/E38 w kierunku miasta Ajkete Bi. Droga szeroka, równa, z wąskim pasem pobocza, względnie bezpieczna. Długi, płaski, mało wymagający etap i co najważniejsze z wiatrem w plecy. Od 13:00 było mi nawet trochę zbyt ciepło. Cały dystans na jednym litrze wody Sporo garbatych przy drodze i niedaleko jej. Cześć nawet przechodziła przez drogę i kierowcy ciężarówek musieli mocno hamować. Ciężarówki nawet z Białorusi, Azerbejdżanu czy Gruzji Dużo polskich napisów na plandekach, ciężarówek które kiedyś jeździły w Polsce Chciałem podjechać do Jeziora Kamystybas, 7km od głównej drogi ale po zmianie kierunku wiatr mocno utrudniał jazdę, więc się wróciłem. Po 123km dojechałem do wioski Ajkete Bi, ale nie wjeżdżałem do centrum. Na noc zatrzymałem się w dużym przydrożnym zajeździe dla kierowców. Hotel, restauracja, maszyna do kawy, obok nawet prysznice i sauny, poza tym stacja paliw, warsztat, wulkanizator, wszystko co potrzebne kierowcom ciężarówek. Jutro kierunek Baikonur
 
Dzień 5, Kazachstan , Ajkete Bi – Baikonur, 105km
Dzień bardzo podobny do wczorajszego. Dalej piaskowe stepy, sporo garbatych i tabuny ciężarówek na głównej drodze. Od rana lekko pod górkę. Wiatr głównie w plecy, ale czasem coś też kręciło z boku i przeszkadzało. Chętniej niż wczoraj wykorzystywałem strugi powietrza za przejeżdżającymi w bliskiej odległości ciężarówkami, dodawało mi to na chwilę 2-3km/h w prędkości. Po 45 kilometrach klon pierwszego zajazdu dla kierowców ArzanCity 2.0 Nie spieszyłem się dziś w ogóle. Kilka przerw na identycznych przystankach co parę kilometrów. Powolny poranek i sporo przerw na trasie. Wiedziałem że do 15:00 spokojnie dojadę do miasta Baikonur , a potem wsiądę nocny pociąg do Szymkent Drugi dzień z rzędu z dystansem powyżej 100km i średnią 20km/h Nudnawe te odcinki, sam piach, trawa i równo jak okiem sięgnąć. Dużo samochodów, głównie ciężarówek, czasem jakiś pociąg z boku i oczywiście garbate wzdłuż drogi Popołudniu dotarłem w okolice Baikonur, już z daleka widać sporą elektrownię obok miasta , a po stronie kosmodromu spore instalacje do łączności satelitarnej Zanim dojedzie się do miasta Baikonur przejeżdża się obok małego miasteczka Toretam. Kiedy je minąłem okazało się, że aby wjechać do miasta Baikonur trzeba być jego mieszkańcem lub mieć pozwolenie na wjazd, które wyrabia się na 45 dni przed chęcią odwiedzenia miasta XXI wiek, wolny Kazachstan, a ograniczenia jak w związku radzieckim Co prawda strażnik próbował mi pomóc, zadzwonił do swojego przełożonego oraz skontaktował się z biurem przepustek poprzez czat na Whatsapp, jednak bez skutku… Rozumiem, że przepustki mogą być obowiązkowe aby zwiedzić kosmodrom z którego od 20 lat nic w górę nie poleciało… ale żeby z miasta wciąż robić twierdzę Z bazy Baikonur Kosmodrom w kwietniu 1961 roku wyruszył w przestrzeń kosmiczną Jurij Gagarin — pierwszy człowiek w kosmosie. Do 2005 r. z Bajkonuru wystartowało ponad 1200 statków kosmicznych, do tego wysłano z niego ok. 2000 międzykontynentalnych rakiet balistycznych” ☝️ Zrezygnowany udałem się na dworzec kolejowy do Toretam, aby kupić bilet do Szymkent. Tutaj przynajmniej babka w okienku znała angielski, bez problemu udzieliła mi informacji i sprzedała bilet Niestety na dwa pierwsze pociągi nie było miejsc i pierwszy możliwy odjazd na 3:30 nad ranem lub jutro W planie miałem szybszy dojazd do Szymkent aby coś tak jeszcze zwiedzić w centrum. Toretam jest za małe żeby się szwendać tyle godzić do czasu odjazdu pociągu. Zapytałem o tani nocleg w jednej z dwóch gościnic, dostałem pokój w dormitorium za 5000 tenge Na przeczekanie i drzemkę w sam raz Popołudniu jeszcze zakupy, kolacja i spacer po Toretam.
 
Dzień 6, Kazachstan , Szymkent
W nocy musiałem wstać przed trzecią żeby zdążyć na pociąg do Szymkent o 3:37 Pociąg dalekobieżny relacji Saratov – Ałmaty Faktycznie dostałem luksusowy przedział na dwa miejsca i większość trasy byłem w nim sam. O 7:00 dojechałem do dużego miasta Kyzyłorda, gdzie pociąg stał z 20 minut. Podobnie w mieście Turkiestan. Kilka razy pociąg stawał w polu żeby przepuścić drugi z na przeciwka, już samo to trwało jakieś pół godziny. W Kyzyłorda zmienił się konduktor, widocznie wracał drugim pociągiem do stacji początkowej. Nowy konduktor był bardzo ciekawski, poza pytaniami skąd jestem i gdzie jadę, podpytywał też jak się żyje w Polsce i o moje podróże. Z tego co widzę to ogólnie tutaj, podobnie jak w Gruzji Polaków postrzegają pozytywnie W Kyzyłorda do pociągu wsiadło kilkunastu sprzedawców, w ofercie mieli słodycze, lody, napoje, ubrania, zegarki, „złote” sygnety i łańcuszki, kręcili się co chwilę po wagonie … Na stacji w Turkiestanie można było wyjść z pociągu na rozprostowanie kości. Tak samo w Arys. Na stacji wifi, kawa i mnóstwo straganów z jedzeniem Z Baikonur do Szymkent pociąg jechał łącznie ponad 12 godzin na dystansie 600km to średnio zaledwie 50km/h Do Szymkent dojechałem dopiero po 16:00. Mało czasu na zwiedzanie miasta. Z dworca ruszyłem od razu do centrum przejeżdżając przez najważniejsze jego części. Dobrze było się trochę poruszać po tylu godzinach w pociągu. A po wczorajszej 105km trasie zmęczenie żadne Dopiero przez samym miastem mogłem zobaczyć pierwsze wierzchołki Gór Tienszan ️ Wzdłuż całej trasy pociągu płasko jak na stole. Szymkent bardzo ładny, bardzo czyste miasto, z licznymi parkami i fontannami. Sporo restauracji z całego świata Przed zmrokiem zajechałem do hotelu na wylocie z miasta. Od teraz aż do końca wyprawy już tylko jazda rowerem. Koniec pociągów i dziwnych atrakcji w postaci pagórków, morza którego nie ma, czy miasta do którego nie można wjechać Trzeba uspokoić tempo, złapać rytm i zacząć zdobywać wysokie przełęcze ️ Bez tych podróży pociągami z Atyrau, przez Aktobe i Baikonur nie udało by mi się w miesiąc wyprawy zrealizować wszystkich celów podróży. Kazachstan jest zbyt ogromny
 
Dzień 7, Kazachstan – Uzbekistan , Szymkent – Taszkent, 156km
Stricte rowerowa cześć wyprawy czas zacząć. Początek to miasto Szymkent leżące na wysokości 500m n.p.m. ️
Długi dzień jazdy, pierwsze kilkadziesiąt kilometrów autostradą A2. To już chyba 16 czy 17 kraj po którym jechałem rowerem po autostradzie Droga bezpieczna, szeroka, z dwoma pasami awaryjnymi po lewej i prawej jej części. Kierunki oddzielone sporym pasem zieleni przez co przejazd nie jest tak hałaśliwy i uciążliwy. Wydaje się jakby najpierw tu była jedna nitka z dwoma kierunkami, a potem dobudowana została osobna aby miała standard tutejszej autostrady. W oddali wydać już pierwsze niewysokie wysokie szczyty Tienszan ️ Po drodze zajechałem na stację paliw, standard prawie jak na naszym Orlen. Wifi, wc, kawa, sklep, miejsca do siedzenia, klima Godziny pozostały te same ale zauważalna jest duża różnica w czasie wschodu i zachodu słońca, wszak jestem sporo na wschód odkąd wylądowałem w Atyrau Na trasie pierwszy wyższy cel czyli podjazd na przełęcz Pereval Kazygurt i szczyt ze stalowo- drewnianą konstrukcją Noah’s Ark na wysokości 901 metrów n.p.m. Na 20km przed przełęczą zaczęło się lekko pod górę z kilkoma podjazdami na około 5% Na zjeździe z przełęczy znów zaczęły się problemy z tylnym hamulcem. Widać przeloty samolotami źle wpływają na ciśnienie w przewodach hydraulicznych, albo zaciski i klamki mają już po prostu dość pracy. Klamka prawie miękka, tłoczki nie odbijają, zaciski hamują bez naciskania na klamkę Podobny problem jak w Andach. Jutro w Taszkencie postaram się po prostu kupić coś sensownego jak będzie taka możliwość. Przede mną przecież już tylko góry, aż do samych Ałmat ️
Z autostrady zjechałem dopiero na zjeździe do miasta Kazygurt i dalej do granicy z Uzbekistanem równoległą spokojniejszą drogą Z podjazdem pod arkę uporałem się do 10:30, dobrze że w miarę szybko, bo potem już było zdecydowanie za ciepło. Popołudniu 28°C i pełne słońce. Od południa już się mocno grzałem i wlałem w siebie chyba w 5 litrów wody Główna granica pomiędzy Szymkent i Taszkent okazała się zamknięta z powodu remontu drogi i mostu Musiałem jechać 20km do kolejnego przejścia w Saryagasz, mniejszego bez ciężarówek. Oczywiście na miejscu masa ludzi, tłoczyli się strasznie i napierali na strażników aby jak najszybciej wejść do hali kontroli Sama odprawa poszła naprawdę sprawnie, szybka Pieczątka wyjazdowa z Kazachstanu i dalej bezproblemowe wejście do Uzbekistanu Strażnik musiał tylko się upewnić że nie potrzebuję wizy na wjazd. Z rowerem wszedłem do hali jako pieszy podróżny Dwa razy musiałem pakować sakwy do skanerów, ale nikt nie zwracał na mnie większej uwagi Po kolejnych 20km dojechałem w końcu do centrum Taszkent, przy jednym ze sklepów znalazłem otwarte Wi-Fi i zabookowałem dwa noclegi. Jutro day off i zwiedzanie stolicy Uzbekistanu Trudny dzień z powodu, dystansu, upału i zmiany przejścia granicznego 156km, 600 metrów w górę, 28°C i 83 odwiedzony kraj Świata
 
Dzień 8, Uzbekistan , Taszkent
Pierwszy całodniowy odpoczynek tej wyprawy, chociaż upał i zwiedzanie stolicy i największego miasta w kraju nie pomaga w regeneracji sił Rano leniwy poranek, hotelowe śniadanie, nawet spory wybór, ale głównie jajka. Potem udałem się w miasto w poszukiwaniu serwisu rowerowego aby naprawić hamulec, a przy okazji zjeździłem największe atrakcje miasta. Tutaj niedziela to normalny dzień pracy, wszystkie sklepy są czynne. Na mapie zaznaczyłem sobie trzy najlepsze sklepy rowerowe, w całym mieście jest może pięć przyzwoitych. W pierwszym nie mieli w ogóle hydraulicznych, w drugim coś już można było dopasować ale ostatecznie stanęło na wymianie klamki. Potem pojawił się problem z przykręceniem manetki i klamki do kierownicy ponieważ obie mam zintegrowane Trzeba było trochę podpiłować obejmę manetki i dopiero udało się wszystko razem skręcić. To kolejny przykład na to że nie warto oszczędzać na serwisie przed wyprawą. Jak bym wymienił hamulce po wyprawie po Andach to teraz miałbym spokój A tak stracone dwie godziny i 200zł na rzeźbienie i dopasowywanie, a po wyprawie i tak będę musiał wymienić hamulce na nowe ☝️ Popołudniu zrobiło się upalnie i chciałem już jak najszybciej wrócić do klimatyzowanego pokoju. Przyjechałem tylko obok największych atrakcji miasta i wróciłem do hotelu. Stolica bardzo ładna, centrum nowoczesne, nie spodziewałem się tutaj takich wieżowców, parków i wielkich fontann. Drogi rowerowe marginalne, wzdłuż chodników, wąskie, nierówne, mało wygodne i bezpieczne. Niewiele osób jeździ tutaj na rowerach, oczywiście królują hulajnogi elektryczne.
 
Dzień 9, Uzbekistan , Taszkent – Pereval Melovoy, 126km
Uff… udało się cało wyjechać z miasta wczoraj była niedziela i spokój na drogach, a dziś od rana wyścig szczurów Korki, klaksony, policja kierująca ruchem na głównych skrzyżowaniach, czyli normalny dzień w wielkim mieście. Pożegnałem wielokulturowy Taszkent i ruszyłem na wschód w kierunku wysokich gór ️ Taszkent jest głównie muzułmański, sporo tu więc meczetów. Na wyjeździe minąłem Sobór Zaśnięcia Matki Bożej w Taszkencie, mieszka tu sporo prawosławnych, zresztą rosjanie i rosjanki mocno się wyróżniają na miejscowych. W mieście jeździ metro, bankomaty i małe kawiarnie są przy prawie każdym przystanku autobusowym. Klasyczna betonoza dobrze kontrastuje z dużą ilością parków. Sporo jest drzew, w tym kasztany, dęby i klony Długo mi zajął wyjazd z miasta, po drodze jeszcze musiałem się trochę wrócić bo nie dało się przejechać obok pałacu prezydenckiego na obrzeżach Większość dnia to delikatny podjazd doliną rzeki Chirchiq ️ Pogoda sprzyjała, już nie tak upalnie jak wczoraj, od rana pochmurno, bezwietrznie Do Gazalkent tłoczno na drodze, walka z autobusami i małymi busami, ciągle zajeżdżały mi drogę zatrzymując się z pasażerami Dalej w kierunku Amirsoy już znacznie luźniej. Od 14:00 już tylko pod górę, najpierw do ośrodka narciarskiego Amirsoy na niespełna 1700 metrów n.p.m., a potem już po zmroku do przełęczy Pereval Melovoy na 1737 metrów n.p.m. Łącznie prawie 30 km w górę i około 1400 metrów w pionie W Amirsoy nowoczesny ośrodek narciarski z kolejką gondolową, hotele, restauracje. Europejskie standardy Nocleg na przełęczy Melovoy, po ciemku nie znalazłem nic ciekawego, więc rozbiłem się na parkingu obok drogi️
 
Dzień 10, Uzbekistan, Pereval Melovoy – Taszkent, 108km
I cyk już jedna trzecia wyprawy za mną Do mety w Ałmatach mam jakieś 800km, więc wystarczająco czasu aby na spokojnie przejechać przed góry. Na trasie kilka przejść granicznych, ale to kluczowe będzie za kilka dni z Kirgistanem. Jak nic się nie pokomplikuje to powinno być lajtowo jak dotąd Dzień zjazdowy i mała popołudniowa regeneracja po wczorajszych wspinaczkach. Noc niezbyt udana, sporo głośnych aut przejeżdżających obok, kręcące się psy i konie niedaleko. Poranek nawet ciepły jak na 1700 metrów n.p.m. Pierwsze 35km to zjazd o 1000 metrów w dół. Część zjazdu wzdłuż zbiornika zaporowego Charvak Lake ️ Uzbecy mocno tu inwestują w hotele, kolejki gondolowe, nartostrady, atrakcje. Widać, że to ich okolice wypoczynkowe i ważne regiony turystyczne. Obok trójstyk granic i spory park narodowy. Zbiornik wodny i rzeka Chirahiq zapewnia wodę stolicy Uzbekistanu, elektrownie wodne prąd, a wzdłuż rzeki poniżej liczne pola uprawne, w tym winorośla. W okolice Taszkentu wracałem dwupasmową półautostradą To równoległa nowa droga obok rzeki Chirchiq, na przeciw zatłoczonej i ruchliwej po drugiej stronie. Lepsza opcja na szybki zjazd. W południowe okolice Taszkentu dojechałem już po 14:00, z dystansem ponad 100km Jak tylko udało mi się połączyć z wifi, zabookowałem dobry hotel i całe popołudnie to odpoczynek przed kolejnymi dniami w górach. Hotel o wyższych standardach za 90zł, ze śniadaniem
 
Dzień 11, Uzbekistan, Taszkent – Angren, 104km
Rano strasznie się grzebałem, śniadanie było od 7:30 i wyruszyłem dopiero godzinę później. Potem tłoczno, hałas na ulicach, remont drogi, objazd i dopiero ze 20km dalej zrobiło się w miarę płynnie i spokojniej Dwa razy zatrzymywała mnie dziś policja, w sumie miałem wrażenie że w celu zaspokojenia ciekawości policjanta niż właściwej kontroli Nawet nie pytali o paszport tylko skąd jestem, skąd i dokąd jadę popołudniu upalnie w słońcu Większość dnia delikatnie pod górę, w sumie łatwe 100km i 600 metrów w górę, z wiatrem w plecy. Wzdłuż dróg liczne pola z plantacjami bawełny, nie przypominam sobie żebym wcześniej wiedział jak rośnie, wszedłem nawet na pole podotykać bawełniane kępki ☁️ To właśnie nawadnianie wielkich plantacji bawełny przyczyniły się do katastrofy ekologicznej Morza Aralskiego w centralnej części Uzbekistanu ☝️ Jutro wjazd w góry wysokie ️ Z miasta Angren już widać góry, ale znów jak za mgłą.
 
Dzień 12, Uzbekistan , Angren – Pop, 128km
Skromne spanie to i na śniadaniu szału nie było. Dwa jajka sadzone i suchy chleb, kawę 3w1 musiałem dokupić Od rana już praktycznie w górę na jedną z najważniejszych przełęczy Uzbekistanu Chociaż po 40km byłem tylko 200 metrów wyżej. Właściwy podjazd na przełęcz Pereval Kamchiq (Qamchiq) zaczął się dopiero od pierwszego ostrego zakrętu w prawo jakieś 11 km przed tunelem Podjazd z niespełna 1000 metrów na ponad 2200 metrów n.p.m. do przełęczy Pereval Kamchiq To jedyna droga w Uzbekistańskie przez przełęcz do Kotliny Fergańskiej, śródgórskiej, wyżynnej kotliny. Obecnie pod przełęczą przechodzi tunel drogowy na wysokości około 2200 metrów n.p.m. Właściwa przełęcz jest 68 metrów wyżej na którą prowadzi stara droga. Droga i tunel dobrze strzeżone przez policję i wojsko. Jedni i drudzy mnie dziś kontrolowali Myślałem, że nie pozwolą mi przejechać przez tunel i będę musiał jechać starą drogą, ale żołnierz prosił tylko żebym nie zatrzymywał się w tunelu Przez cały dziś jazda z setkami ciężarówek, które powoli wjeżdżały na przełęcz, a potem jeszcze wolniej z niej zjeżdżały Kilka kilometrów za przełęczą był kolejny tunel, o połowę krótszy, tylko 500 metrów długości, ale kontrolę też musiałem przejść Potem już długi zjazd do kotliny, koło miasta Khanabad rozglądałem się za hotelem, ale nic nie było. Dopiero koło miasteczka Pop znalazłem nocleg ️ Ostatnie 300.000 UZB starczyło na spanie i kolację. Przełęcz Pereval Kamchiq to moja 6️⃣7️⃣0️⃣ zdobyta przełęcz powyżej 2000 metrów n.p.m. 67km do granicy z Kirgistanem
 
Dzień 13, Uzbekistan , Pop – Namangan, 112km
Od rana odpoczynek od słońca, dużo chłodniej niż wczoraj, pochmurno i nawet trochę przelotnie pokropiło ️ Po godzinie dojechałem do miasta Chust, szybkie śniadanie w restauracji i kierunek do miasteczka Kosonsoy i granicy z Kirgistanem Droga od Chust tragiczna, nierówna, wyboista i dziurawa. Jak dotąd byłem pozytywnie zaskoczony dobrą jakością dróg w Kazachstanie i Uzbekistanie, najwyraźniej mniej uczęszczana przygraniczna droga, wykorzystywana przez okolicznych rolników nie doczekała się jeszcze remontu Minąłem wiele pól z bawełną, arbuzami, papryką, kukurydzą. Udało mi się nawet zaobserwować zbiór bawełny specjalnym kombajnem, a na kolejnym polu już ręczny zbiór przez dziesiątki osób ☁️ W Kosonsoy dłuższa przerwa i dojazd do granicy na której okazało się, że jest to tylko przejście lokalne dla przygranicznych mieszkańców. Strażnik graniczny wskazał mi na mapie dwa kolejne przejścia przez które mogę przekroczyć granicę z Kirgistanem Nie pozostało nic innego jak zjechać do największego miasta w regionie Kotliny Fergańskiej, Namangan. Popołudniu znów zrobiło się gorąco, coś pod 30°C Zanim wjechałem do Namangan zrobiłem przerwę na lody i udało mi się zabookować hotel na dwie noce. Jutro dzień przerwy i ustalanie nowej trasy przejazdu przez Kirgistan. Z Kosonsoy miałem już niedaleko do kolejnej przełęczy, a tak plan się trochę posypał. Chciałbym teraz zjeździć północno-zachodnią część Kirgistanu, aby podczas kolejnej wyprawy przez Kirgistan i Tadżykistan już nie wjeżdżać w te rejony i nie podjeżdżać tych samych przełęczy W Uzbekistanie bardzo podoba mi się zalesianie kraju Realizowany jest tutaj ambitny program „Zielona Przestrzeń”, zainicjowany w 2021 roku, którego celem jest posadzenie miliarda drzew w ciągu pięciu lat, aby przeciwdziałać pustynnieniu i rozwijać przemysł drzewny. Program obejmuje wielkoobszarowe zalesienia, w tym plantacje orzechów, migdałowców i pistacji, a także tworzenie lasów ochronnych i regenerację istniejących lasów. W Taszkencie wdrażane są dodatkowe inicjatywy, takie jak nadawanie drzewom „paszportów” i personalnych opiekunów, w celu stworzenia „zielonych płuc” kraju Od początku mojego wjazdu do Uzbekistanu mogłem zaobserwować tysiące małych sadzonek i drzewek posadzonych obok dróg, na polach, w parkach, nieużytkach
 
Dzień 14, Uzbekistan , Namangan, 0km
Spanie do ósmej, nic nie robienie, spacer po okolicach i sporym parku Bobur. Odpoczynek udany. W parku zielono, dużo kwiatów, pomników, kawiarni, lodziarni i wesołe miasteczko Tylko napęd wyczyściłem i nasmarowałem ⚙️ Reszta śmiga bez zarzutu, a to w sumie rower który przejechał Andy na początku roku Sprzęt nie do zajechania Patrzyłem w mapy i jak uda mi się jutro przekroczyć granicę z Kirgistanem przez przejście obok miasta Uchqoʻrgʻon to będę się kierował trasą jaką wcześniej sobie założyłem. Po prostu wrócę w okolice miasta Kosonsoy, ale już po kirgiskiej stronie i podjadę przełęcze Pereval Chapchyma oraz Pereval Kara-Buur To dwie wysokie i najbardziej skrajne przełęcze zachodniego Kirgistanu W te rejony już nie wrócę, a im więcej przełęczy zrobię w Kirgistanie teraz, to będę miał mniej podczas kolejnej wyprawy przez Góry Tienszan ️ Powinno mi wystarczyć czasu do połowy października, do Ałmat najkrótszą drogą mam 800km Przez przejazd do drugiego przejścia granicznego straciłem w sumie tylko jeden dzień. Nie jest źle…
 
Dzień 15, Uzbekistan – Kirgistan , Namangan – Staną, 128km
Pozdrowienia z Kirgistanu Mój 8️⃣4️⃣ odwiedzony kraj Świata i 9️⃣ w Azji
Po pełnym dniu odpoczynku, lenistwa i regeneracji z Namangan udałem się w kierunku miasta Uchqoʻrgʻon (nie mam pojęcia jak to wymówić ), gdzie kawałek dalej znajduje się przejście graniczne z Kirgistanem Następne przejście graniczne jest w Izboksan, a kolejne chyba dopiero w Osh. Osh pewnie odwiedzę w przyszłym roku podczas wyprawy po Pamir Highway Tymczasem granica w Uchqoʻrgʻon, nowa, kontrole po obu stronach przeszedłem ekspresowo, bez pytań, bez problemów Skanowanie sakw, dwie szybkie pieczarki i po paru minutach pożegnałem Uzbekistan i powitałem Kirgistan Szybka jazda dziś na wypoczętych nogach, 50km do 10:00, 100 do 15:00 Pierwsze kilometry to główna droga na północ w kierunku Biszkek, sporo ciężarówek W miasteczku Shamaldy-Say wybrałem somy kirgiskie w pierwszym napotkanym bankomacie Bakai Bank bez prowizji z kartą Revolut Sporo jazdy przy granicy z Uzbekistanem, przy drodze zasieki z drutu kolczastego i wieżyczki ze strażnikami, aby uniemożliwić przekroczenie granicy. Długi ten powrót na trasę wyprawy Powoli opuszczam Kotlinę Fergańską, widać to chociażby po pagórkach które przede mną. Zaczynam też nabierać wysokości, przed wioską Atana wjechałem na wysokość ponad 1000 metrów n.p.m., a jutro będzie jeszcze wyżej ️ W Kirgistanie zmiana czasu o jedną godzinę, teraz to różnica 4h w porównaniu w Polską ☝️
 
Dzień 16, Kirgistan Atana – Terek-Say, 100km
Już połowa wyprawy za mną, ale ten czas leci. Na szczęście to ten lepszy wysokogórski etap podróży rowerowej i bardziej męczący Rozgrzewka też za mną. Dwa tygodnie kręcenia po względnie łatwym terenie w ramach przygotowania do zdobywania przełęczy. Przede mną najwyższe przełęcze tej części Kirgistanu. Od teraz do końca wyprawy praktycznie codziennie będzie jakaś wysoka przełęcz do zdobycia. Pierwsza z nich już jutro na ponad 2800 metrów n.p.m. ️ Dziś od rana też pod górę. Najwyższy punkt dnia na ponad 1550 metrów przy granicy z Uzbekistanem. Po południu dojechałem w końcu do miasta Ala-Buka do którego powinienem zajechać już trzy dni temu gdyby granica w Kosonsoy była otwarta dla obywateli innych krajów niż tylko Uzbecy i Kirgizi Zatrzymałem się tylko w małej kawiarni na kawę i coś do niej Za miastem Ala-Buka ruch już zdecydowanie mniejszy, jeden-dwa pojazdy co pięć minut Kilka stromszych podjazdów i wjazd w dolinę rzeki Kassan-Say ️ Niemal natychmiast krajobraz zrobił się typowo górski ️ W oddali wysokie szczyty powyżej 3000 i 4000 metrów n.p.m. i nawet niektóre z nich ośnieżone ❄️ Dzień zakończony z dystansem 100km i niespełna 1400 metrów w pionie w górę. Tak w sam raz W wiosce Terek-Say na mapie widziałem dwa gościńce, jeden nie działał, a drugi nie przyjmował gości ponieważ został przejęty przez jakąś dużą firmę swoich dla pracowników Zapytałem w sklepie czy w wiosce jest jeszcze jakiś gościniec i udało mi się jakoś zakwaterować w nieformalnym miejscu z łóżkiem. Powyżej wioski aż do przełęczy już chyba nie ma nic, więc wolałem zostać w Terek-Say Restauracji też żadnej , dobrze że przynajmniej dwa sklepy w wiosce. Gospodarz pomógł z przygotowaniu jajecznicy na obiadokolację Zmiana czasu w Kirgistanie jest dla mnie bardziej korzystna niż w Kazachstanie czy Uzbekistanie. Jasno się robi dopiero o 7:00 rano, więc nie muszę się tak wcześnie zrywać do drogi. Kirgistan znów nie jest tak duży jak jego dwaj sąsiedzi i tutaj łatwiej pogodzić wschód z zachodem kraju odnośnie czasu i pór dnia Kirgizi chyba bardziej zaczepiają niż Uzbecy i Kazachowie, co chwilę słyszę jakieś okrzyki z przejeżdżających aut, trąbią jak mnie widzą, kibicują no i ciągle słyszę откуда
 
Dzień 17, Kirgistan , Terek-Say – Kanysh-Kiya, 99km
Poranek dosyć chłodny, około 6-8°C w wiosce na 1450 metrów m.p.m. Od rana długi i łagodny podjazd do przełęczy Pereval Chapchyma na 2840 metrów n.p.m Z wioski Terek-Say to przełęczy miałem 39km i 1500 metrów w górę Droga M-109 jest remontowana odcinkami i na przemian z idealnym asfaltem były kawałki z objazdami oraz kamienistą nawierzchnią. Prace wciąż trwają przy mostach i przepustach wodnych. Mniej więcej na 15km przed przełęczą skończył się asfalt i zaczął szuter, ale pewnie za parę lat przez przełęcz też będzie prowadził asfalt. Obok przełęczy droga prowadzi do sporej kopalni złota, kilka innych mijałem też podczas podjazdu. Na samej przełęczy spore betonowe oznaczenia z wysokością nazwą miejsca Droga od strony doliny Chatkal wydaje się bardziej stroma i wymagająca. Tutaj robotnicy wylali asfalt już na 8km przed przełęczą. Potem jednak jest jeszcze sporo szutrowych odcinków aż do pierwszej wioski w dolinie. Na zjeździe minąłem kamienną jurtę, która jest turystycznym schronem. W tym miejscu jest skrzyżowanie dróg i zejście się trzech dolin, przez co jest bardzo wietrznie. Po długim zjeździe dojechałem do doliny rzeki Chatkal (Чаткал), do takiej nazwy prowadzą drogowskazy jeszcze przed przełęczą. Aby dojechać do większej wioski Kanysh-Kiya miałem jeszcze 30km i 300 metrów w górę Udało mi się zakończyć dzień po 17:00 z dystansem 99km.
 
Dzień 18, Kanysh-Kiya, 0km
Przymusowy dzień przerwy. Od nocy deszcz i brak prognoz na poprawę pogody ️ Do tej pory miałem dwa tygodnie świetnej pogody, nie za gorąco, nie za zimno, raz tylko był jakiś przelotny opad, w końcu musiała nadejść zmiana pogody i opady Przede mną wysoka przełęcz na 3300 metrów n.p.m. do której mam 84 kilometry podjazdu doliną Chatkal i 1600 metrów w górę a kolejne miasto dopiero za przełęczą za 145 kilometrów, Kyzyr-Adyr ️ Na dodatek etap w większości szutrowy. Liczę, że jutro pogoda poprawi się na tyle, żebym mógł przejechać przez przełęcz na sucho Odpoczynek, mimo że nieplanowany zawsze się przydaje podczas wypraw, chociaż nie chciałem robić przerwy w tak małej wiosce ️ Popołudniu była krótka przerwa w opadach, więc wybrałem się na spacer i obiad do jednej z kilku restauracji. Zamówiłem manty (gotowane na parze pierożki) w środku kozina i kapusta, podane ze śmietaną. Nawet dobre, tylko że jak zwykle mięso kozy twarde Pod wieczór zerwał się silny wiatr w kierunku doliny i zaczęło naprawdę mocno padać. Mam nadzieję, że przez noc się wypada i jutro będzie szansa na podjazd na przełęcz
 
Dzień 19, Kirgistan , Kanysh-Kiya – Chakmak-Suu, 45km
Chyba całą noc lało ️ jeszcze rano do ósmej byłem pewien że kolejny dzień utknę w wiosce przed deszcz. Jednak potem przestało padać i nawet zaczęło się trochę przejaśniać ️ Prognozy zapowiadały przelotne opady, a jutro zdecydowaną poprawę pogody ☁️ Po ósmej pełen optymizmu ruszyłem więc w górę Na niebie nawet prześwity błękitu, a w oddali w kierunku przełęczy jakby jaśniej. Niestety ponownie padać zaczęło kiedy dojechałem następnej wioski. Chyba z godzinę siedziałem pod dachem domu zanim przestało padać. Udało mi się dojechać do osady Chakmak-Suu suchym zanim kolejna deszczowa chmura mnie dogoniła ️ Dalej nie było sensu już jechać w taką pogodę. Do przełęczy za daleko żeby ją zdobyć do wieczora, zabudowań już raczej niewiele. O 15:00 miałem zaledwie 45km Drugi stracony dzień w dolinie Chatkal, a czas goni… Dobrze że do Ałmat nie jest jakoś bardzo daleko i w razie potrzeby mogę w łatwy sposób skrócić lub zmodyfikować trasę wyprawy Chwilę postałem przy drodze, zastanawiałem się nad jakimś stopem lub busem żeby wydostać się z tej deszczowej doliny… Wioska mała i zaczęli się mną interesować miejscowi. Najpierw zaprosili mnie do domu, potem zadzwonili do znajomych busiarzy czy któryś nie jedzie dziś za przełęcz, potem dostałem herbatę, kolację, no i nocleg. Okazało się, że żaden z busów dziś nie jedzie do Talas z braku klientów Przynajmniej miałem zapewniony suchy i bezpieczny nocleg ️
 
Dzień 20, Kirgistan , Chakmak-Suu – Kyzyl-Adyr, 106km
Tak jest❗3303 metry n.p.m. Przełęcz Czarnego Niedźwiedzia czyli Pereval Kara-Buura zdobyta ️ W końcu okno pogodowe, a na samej przełęczy pogoda wymarzona Błękit, ciepło i ośnieżone szczyty Tienszan ️ Poranek znów niepewny, pochmurny i z lekkim opadem deszczu. Zdecydowałem się jednak podjąć wyzwanie zdobycia przełęczy. Z wioski Chakmak-Suun do przełęczy miałem już tylko 40km i 1250 metrów w górę a potem już długi zjazd do miasta Kyzyl-Adyr. 60km w dół na wysokość zaledwie 950 metrów n.p.m. Od Kanysh-Kiya droga zmieniła numer na M-037. Do 10:00 jeszcze coś tam kropiło i straszyło deszczem, ale potem już była zdecydowana poprawa pogody Pierwsze 15km jeszcze wzdłuż długiej doliny rzeki Chatkal ️ Potem wyraźny skręt na wysokości 2250 metrów w znacznie krótszą i węższą zacieśniającą się dolinę. Odtąd też zaczął się bardziej wymagający podjazd. W dolinie Chatkal na 90km głównej drogi jest zaledwie 900 metrów przewyższa. Na ponad 2600 metrów minąłem sporą bazę górników, gdzieś niedaleko w dolinie pewnie ukryta jest kopalnia złota ⚒️ Ostatnie sześć kilometrów podjazdów to trawers i jedna powrotna agrafka prowadząca do przełęczy. Po drugiej stronie przełęczy serpentyn piętnaście Ostatnie spore opady deszczu w dolinie znacznie zwiększyły ilość śniegu w górach ❄️ Właśnie na przełęczy na wysokości 3300 metrów była granica pokrywy śnieżnej ️ Na przełęczy tylko dwie tablice, jedna drogowa i ilością kilometrów do kolejnych miast i wiosek, a druga „Dystrykt Atkal, Kanysh-Kya” Szkoda że nie było tablica z nazwą i wysokością przełęczy Od przełęczy w górę odchodzą jeszcze dwie drogi, z czego jedna w kierunku kopalni jakieś 200 metrów wyżej. Zjazd długi, kamienisty, chwilami tarka na szutrze. Z przełęczy do miasta Kyzyl-Adyr aż 60km, asfalt dopiero na 10km przed miastem Na mokrych odcinkach zjazdu łapałem dużo błota na rowerze i sakwach. Jak tylko zaczął się asfalt, umyłem rower w strumieniu, a a jeszcze napęd trzeba doprowadzić do porządku ⚙️ Zmęczony zajechałem do pierwszego hotelu w mieście. Odnalazł się bardzo niski standardowy i budżetowy. Nocleg tylko 25zł. Na kolację kebab z frytkami i kawą w z budki obok hotelu za 9zł. Nie łatwo wjechać do doliny Chatkal, ani z niej wyjechać Przez pogodę i opady deszczu oraz wysoką górską barierę dopiero trzeciego dnia udało mi się pokonać przełęcz.
 
Dzień 21, Kirgistan , Kyzyl-Adyr – Kara-Oy, 103km
Poranek zimny jak na 950 metrów Parę stopni. Droga z Kyzyl-Adyr do Tałas kiepska, stary nierówny asfalt, dziury, łaty, wyboje, pęknięcia Dopiero od większego miasta Tałas nowa droga, od razu dużo lepiej mi się jechało. Było też o wiele bezpieczniej, droga nieco szersza z wąskim poboczem. Przed Tałas kierowcy sporo trąbili żebym im zjechał z drogi na pobocze szutrowe, a tam z znów grząsko, kałuże śmieci… Wolałem trzymać się kawałka asfaltu. Kierowcy dawali popis łamania przepisów w swoich czasem czterdziestoletnich VW i Audi ściąganych z Niemiec wiele lat temu Ogółem jak do tej pory Kirgistan wydaje mi się buzi bardziej biedniejszy i prowincjalny od swoich większych sąsiadów czyli Kazachstanu i Uzbekistanu. Sporo więcej śmieci przy drogach. Jedyny plus to taki, że jest sporo taniej niż u sąsiadów. Przez Tałas tylko przejechałem główną ulicą, chciałem się zatrzymać na jakieś śniadanie i zrobić przerwę, ale restauracje albo zamknięte albo kiepskie… Szukałem pomnika Manasa, kirgiskiego bohatera, a zauważyłem tylko posąg Lenina Monument Manasa był w następnej wiosce. Po wczorajszym podjeździe na przełęcz jechało mi się dziś o dziwo nieźle. Lekki podjazd, delikatny wiatr w plecy, 60km do południa. Przez cały dzień błękit na niebie, ale mniej niż 20°C. Do 15:30 100km i popołudniowy odpoczynek w przyzwoitym hotelu. Na górze pokoje, na dole restauracja i sklep. Zamówiłem tradycyjne danie plow czyli ryż z drobno siekanym mięsem i marchewką Jutro kolejna wspinaczka pod przełęcz
 
Dzień 22, Kirgistan , Kara-Oy – Otmok/Suusamyr, 97km
Królewski etap wyprawy Dwie zdobyte przełęcze powyżej 3000 metrów n.p.m. i ponad 2200 metrów przewyższenia w pionie w sumie podjazdów Tylko trzech kilometrów zabrakło do dystansu 100km Poranek znów piękny i słoneczny, ale zimny W nocy w pokoju włączyłem grzejnik, a rano śniadanie i gorąca kawa w restauracji pod hotelem Do przełęczy Otmok miałem 48km i 1600 metrów w górę To jedna z dwóch głównych przełęczy z miasta Tałas do stolicy Kirgistanu – Bishkek Potem 12km zjazdu do 2650 metrów n.p.m. i 18km podjazdu do przełęczy Ala-Bel Otmok ma wysokość 3326 metrów n.p.m., a Ala-Bel 3175 metrów ️ Z Otmok poradziłem sobie do 13:30, potem szybki zjazd i od razu ruszyłem w górę do Ala-Bel Pass. Na zjeździe zmarzłem, na podjeździe pod przełęczą Ala-Bel jeszcze bardziej. Do drugiej przełęczy jechałem pod wiatr, który nie tylko mnie spowalniał, ale też mocno wychładzał Żarty się skończyły, czas na zdobywanie przełęczy w Tienszan się powoli kończy. Zapewne przy kolejnym froncie niżowym wszystkie przełęcze będą tuż białe, a temperatury minusowe ❄️ Poza kurtką i bielizną termiczną zimowych ubrań ze sobą nie mam Na Ala-Bel byłem dopiero o 17:00, szybkie zdjęcia i ucieczka w dół przed zimnem do schroniska przy drodze. Na obu przełęczach wyraźne tablice z nazwą i wysokością przełęczy Widoki piękne, zaśnieżone czterotysięczniki i słońce na błękitnym niebie przez cały dzień ❄️️☀️
W ostatniej wiosce przez przełęczą Otmok przerwa na stacji paliw Bishkek Petroleum Standard jak u nas na Orlen. Tylko ceny połowę niższe. Za dużą kawę, pieroga z kurczakiem na ciepło, dwa milkywaye i dwie wody zapłaciłem 16zł Na ostatnich 20km do Otmok Pass 1200 metrów w górę Obie przełęcze są kluczowe dla transportu w Kirgistanie, więc nachylenia do 6-7% na przełęczach aby ciężarówki mogły bezpiecznie przejeżdżać. Dziś niedziela, ruch na drodze zdecydowanie mniejszy, ciężarówek też mniej, chociaż główna droga z Bishkek do Osh bardziej ruchliwa. Mniej więcej od 10:00 jak tylko słońce zaczęło mocniej świecić zrobiło się przyjemnie ciepło do pierwszej przełęczy ☀️Droga w dolinie Suusamyr po remoncie, asfalt równy i szeroki, ekipa kończy jeszcze zagęszczać pobocza Z tablicy wynika, że droga z Bishkek do Osh zbudowana we współpracy z Japonią Nocleg na 2630 metrów w schronisku górskim, hotelem tego budynku nazwać nie można. Restauracja, mały sklepik i kilka izb z łóżkami piętrowymi. Niewielki budynek na przeciwko monumentu Manasa strzegącego doliny Suusamyr u zbiegu dróg 3M-02 i 3M-14 ️ Z 600 wytargowałem spanie na 500 som Nocleg 21zł ️ Na kolację puszka ze śledziem którą chyba woziłem ze cztery dni, na miejscu kupiłem tylko mały chleb, dwa jajka i kawę Już wieczorem poubierałem na siebie wszystko co miałem, rano w dolinie pewnie będzie mróz, a przede mną 50km zjazdu ❄️ Już pod wieczór na przełęczy Ala-Bel kałuże były podmarznięte.
Policzyłem kilometry i dni które mi pozostały do końca wyprawy. Wychodzi na to, że muszę się już kierować na Bishkek i Ałmaty ☝️ Pozostaną mi dwa dni wolne na zwiedzanie obu miast. Jutro ostatnia wysoka przełęcz wyprawy Pereval Too Ashuu (Camel Mountain Pass) Niestety przełęczy Kyzart ani jeziora Issyk-Kul tym razem nie odwiedzę Za mało czasu. Dwa dni straciłem na objeżdżanie granicy w Uzbekistanie, dwa dni opadów w dolinie Chatkal i to zaważyło na dalszej trasie wyprawy. Ale i tak jest dobrze pod kątem planowania kolejnej podróży przez Kirgistan. Główne przełęcze północno zachodniej części kraju będę miał zdobyte. Przyszłoroczna Pamir Highway pewnie zacznie się w Duszanbe i zakończy ponownie w Ałmatach
 
Dzień 23, Kirgistan , Otmok/Suusamyr – Sosnówka, 123km
Tak jak przewidywałem poranek mroźny, z opuszczeniem schroniska poczekałem do ósmej, aż promienie słońca będą śmielej nagrzewać dolinę Suusamyr ️ Kolejne 50km miałem lekko w dół i płasko. Szybko poradziłem sobie z tym odcinkiem. Po drodze dłuższa przerwa na kawę i sernik w dobrej kawiarni Pierwsza jaskółka cywilizacji, im bliżej stolicy, tym więcej luksusów Drogę na przełęcz widać już z samego dołu. Zanim się obejrzałem miałem tylko 11km do przełęczy i mniej niż 800 metrów w górę. Przed przełęczą kupiłem jeszcze wodę na jednym ze straganów przy drodze. Sprzedawca miał też miody, kurut i kumys. Twarde sfermentowane słone kulki jogurtowe próbowałem już w Kazachstanie, nie posmakowały mi Poprosiłem sprzedawcę żeby nalał mi trochę kumysu na spróbowanie … to sfermentowany napój z mleka klaczy, słony, kwaśny o niskiej zawartości alkoholu, trochę musujący… Dobrze że nie musiałem wypić tego dużo… Nie spieszyłem się na przełęcz dziś wcale. Czerpałem przyjemność z ostatniego wysokiego podjazdu tej wyprawy, celebrowałem każdy przejazd przez agrafkę pod górę. Następna okazja na takie przełęcze dopiero w przyszłym roku Jeszcze na wielbłądziej przełęczy Too-Ashuu zastanawiałem się czy nie zaryzykować i nie pojechać w kierunku jeziora Issyk-Kul, a potem najwyżej łapać jakieś busy po drodze Bo czasu byłoby na styk. Do jeziora miałbym tylko dwie niewysokie przełęcz powyżej 2000 metrów, Kyzart i Kubaky Pass Po ostatnich czterech przełęczach jednak potrzebuję dnia odpoczynku, mięśnie na większych nachyleniach już trochę pieką Szkoda, następnym razem, przejechałem tunel Too Ashuu na prawie 3200 metrów n.p.m. pod przełęczą dzielącą Kirgistan na cześć północną i południową 2,8km pokonałem w kilka minut, droga w tunelu nachylona jest w dół w kierunku północnym, więc fajnie się rozkręciłem do ponad 40km/h. Ciężarówki w tunelu przejeżdżają wahadłowo, czekając przez wjazdem w tunel na zielone światło. Inaczej mogłoby być ciasno… Miałem szczęście, bo za mną jechał cierpliwy kierowca, który nie starał się mnie wyprzedzić Po drugiej stronie tunelu zdecydowanie więcej śniegu. Droga na właściwą przełęcz po stronie północnej zupełnie nieprzejezdna ❄️ Dalej już tylko dłuuuugi zjazd do wioski Sosnówka. Po drodze parę serpentyn, walka z kierowcami wpychającymi się na trzeciego z na przeciwka i z zimnym wiatrem w twarz Na 25km przed wioską niespodzianka… Flak w tylnym kole, najechałem na drut z opony ciężarowej. Opona po czterech miesiącach wypraw, więc bieżnik już zużyty, a płaszcz antyprzebiciowy tym razem nie zapobiegł przedziurawieniu opony i dętki Przez Andy przejechałem bez flaków, teraz jeden, więc i tak nieźle Dopiero po 18:00 zmarznięty zjechałem do Sosnówki, szybkie zakupy, łóżko w hostelu, prysznic i odpoczynek ️ Jutro dojazd do Bishkek
 
Dzień 24, Kirgistan , Sosnówka – Bishkek, 90km
Dziś mogłem sobie pozwolić na spanie do ósmej. Poranek jak co dzień, chłodny Do stolicy Kirgistanu miałem niecałe 90km głównie po płaskiej i szybkiej drodze dwupasmowej. Najpierw szybki zjazd z Sosnówki do drogi AH5 do Bishkek a potem i już szeroka i bezpieczna droga główna. Od razu spory ruch,. ciężarówki, hałas, klaksony i spaliny Po drodze rozglądałem się za restauracją i śniadaniem, ale zatrzymałem się dopiero na kilkanaście kilometrów przez Bishkek w kejefsi Kawa i zawijaniec z kurczakiem zamiast jajek Praktycznie do samego Bishkek jechałem z prędkością powyżej 20km/h, po niecałych pięciu godzinach byłem już w stolicy Wjazd do stolicy mocno zakorkowany, sporo przeciskania między autami i walka o trochę miejsca po prawej Zabookowałem hotel na dwie noce, dobry stosunek jakości do ceny, w centrum, ze śniadaniem Popołudniu jeszcze spacer po okolicy i targu Osh Odpoczynkowy dojazd, jutro cały luźny dzień i zwiedzanie miasta
 
Dzień 25, Kirgistan , Bishkek
Dziś tylko zwiedzanie stolicy Kirgistanu czyli ROB, rowerowy objazd Bishkek Ścisłe centrum stolicy nie jest jakieś ogromne, więc zwiedzanie na rowerze nie było męczące. Bishkek to zaledwie milionowe miasto. Wschodzi w etap budowy biurowców. Wznoszone są coraz wyższe jak między innymi Alam Tower. Rządowa reprezentacyjna część miasta zadbana. Sporo parków, fontann, zieleni, kwiatów, muzeów, pomników. Za dużym budynkiem parlamentu ukryte jest wesołe miasteczko Sporo ludzi odpoczywało na głównym placu miasta Ała-Too Square. Podkręciłem się trochę po głównych ulicach obserwując jak toczy się codzienne życie mieszkańców. Zauważyć można międzynarodową mieszkankę, sporo Chińczyków, Hindusów, rosjan, a w tym wszystkim przynajmniej jeden Polak Dość chłodny dzień, nawet popołudniu było tylko 13°C ☀️ Popołudniu rower zamieniłem na dłuższy spacer po innej części miasta, ale chyba nie trafiłem najlepiej. Znacznie skromniejsza dzielnica W centrum udało mi się namierzyć mały sklep z pamiątkami, gdzie były magnesy na lodówkę Wyprawa do galerii udana. Szkoda, że w Taszkent zapomniałem o magnesach
 
Dzień 26, Kirgistan – Kazachstan , Bishkek – Ałmaty, 100km
Rano ostatni przejazd przez centrum Bishkek, nie sądzie żebym jeszcze tu kiedyś wrócił. Trasa kolejnej wyprawy przez Kirgistan prowadzi z dala od tego miasta. Z Bishkek do granicy z Kazachstanem jest tylko 20km, lekko w dół do doliny rzeki Czu ️ Na granicy niewielki ruch samochodowy i pieszy, odprawa na bieżąco. Strażnik chwilę sprawdzał czy na pewno mogę wjechać bez wizy do Kazachstanu, mimo że widział dwie pieczarki z mojego pierwszego pobytu dwa tygodnie temu Tym razem przynajmniej obyło się nawet bez skanowania sakw. Ogółem cała procedura przekroczenia granicy trwała może 15 minut W Kazachstanie ponowna zmiana czasu, o godzinę wcześniej robi się jasno, ale już o 18:00 jest ciemno. W Kirgistanie bardziej mi pasowały pory dnia. Zaraz za miastem Korday spora zmiana krajobrazu, trawiaste stepy powróciły, tylko wielbłądów brak Dalej mozolny podjazd pod przełęcz Kurday. Podjazd długi i łagodny, ale trafiłem na silny wiatr z północy jak tylko wyjechałem z miasta granicznego Korday. Chwilami jechałem poniżej 8-10km/h przez silne powiewy. Na 90km dojechałem do przełęczy Pereval Kurday na wysokość 1200 metrów n.p.m. Obok przełęczy był niewielki punkt widokowy, ale walka z wiatrem kosztowała mnie tyle sil, że chciałem już tylko jechać w dół. Dojechałem do głównej drogi do Ałmat, autostrady A2 W końcu mogłem się zagrzać na spacji paliw. Dobra kawa, somsa z kurczakiem i decyzja o szybkim dojeździe do Ałmat. Zamiast jechać jutro cały dzień autostradą do celu podróży, złapałem okazję i dwie godziny później byłem niż w Ałmatach i szukałem miejsca do noclegu. Lepiej spędzić dzień więcej w atrakcyjnym mieście niż jechać ponad 100km hałaśliwą autostradą Kierowca starego Kamaza z chęcią wziął mnie na pokład. Rower bez problem zmieścił się na pace. Do hotelu w Ałmatach miałem jeszcze 8km po głównej drodze, końcówka już po zmroku. Łącznie 115km rowerem i 140km ciężarówką
 
Dzień 27/28, Kazachstan , Ałmaty
Dwa dni w Ałmatach za mną W latach 1991–1997 to pierwsza stolica niepodległego Kazachstanu, a obecnie największe miasto w kraju z ponad dwumilionową liczbą mieszkańców Pierwszego dnia udałem się między innymi do parku imienia pierwszego prezydenta Kazachstanu. Ogromny park w centrum z niewielkim wzgórzem z którego rozpościera się świetny widok na pobliskie góry oraz wschodnią część Ałmat ️ Wprawdzie planem wyprawy był wjazd rowerem do jeziora Big Ałmaty Lake, ale odłożę to do następnego razu w przyszłym roku Zamiast tego wjechałem na wzgórze Koktobe. To idealny punkt widokowy do obserwacji całych Ałmat o wysokości ponad 1000 metrów n.p.m. Obok stoi wieża telewizyjna o wysokości 371 metrów Spore to miasto i ciężko zjeździć rowerem w jeden dzień. Wzdłuż głównych arterii nawet dobre drogi rowerowe często dwukierunkowe Symbolem Ałmat jest jabłko, dlatego w wielu miejscach można znaleźć różne jego formy Dużo też fontann, pomników i zieleni Ałmaty wyraźnie podzielone są na cześć biznesową z biurowcami, rządowa z siedzibą prezydenta kraju oraz tak zwane „stare miasto” jako część turystyczną mimo że miasto zostało założone zaledwie 170 lat temu. W turystycznej części miasta ogromny bazar, świątynia prawosławna – Sobór Wniebowstąpienia Pańskiego i długi deptak z galeriami i sklepami. Przy okazji jazdy po centrum odwiedziłem dwa sklepy rowerowe w poszukiwaniu kartonu na loty powrotne W pierwszym mieli tylko dużo katron po ebike, ale w drugim sprzedawca miał idealny i nawet zgodził się przechować go dla mnie do poniedziałku W poniedziałek wezmę karton ze sklepu, spakuje się na przystanku autobusowym i busem 92 dojadę do lotniska, a przynajmniej taki mam plan Zobaczymy czy wyjdzie…
 
Dzień 29/30, Kazachstan , Ałmaty, 105km
Ostatnie dwa dni w Kazachstanie i Ałmatach ️ Pierwszy spędzony głównie na lenistwie, hotelowe śniadanie, potem spacer do supermarketu niedaleko, a wieczorem ponowny spacer aby zobaczyć Ałmaty nocą Od rana zimno, pochmurno, przelotny deszcz. Jak zwykle spora różnica temperatur pomiędzy nocą i dniem. Rano 3, a popołudniu 22°C Drugiego dnia wyruszyłem rowerem w kierunku Shymbulak, prowadzi tam droga powyżej 2000 czy nawet 3000 metrów n.p.m. Dojechałem tylko na 1650 metrów do miejsca zwanego Medeu, to dolna stacja kolejki gondolowej w góry ️ To tutaj w sumie zaczynają się góry wysokie jadąc z Ałmat. Jakoś nie miałem mocy jechać wyżej… utrata motywacji związana z końcem wyprawy jest straszna Nie podjąłem tym razem podjazdu do jeziora Big Ałmaty Lake ️ z powodu niejasnych zasad wjazdu. Nie byłem pewien czy aby tam dojechać trzeba mieć pozwolenie z tutejszego MSW, wg biura podróży które pomaga w uzyskaniu pozwolenia jest ono wymagane… za 40$ Droga do jeziora też zamknięta dla ruchu i podobno można wjechać na rowerach elektrycznych w wypożyczalni Postaram się zorganizować przed kolejną wizytą w Ałmatach ☝️ Po szybkim zjeździe podjechałem na obiad do restauracji serwującej dania z koniny i wielbłądziny W środku był też sklep z produktami z mleka, sery, odzież z wełny Dużego kawałka steku z wielbłąda niestety nie mieli, ale zamówiłem kuyrdak, to danie z kawałków mięsa wielbłąda w sosie własnym z ziemniakami i cebulą. W smaku nie wyczułem wyraźnej różnicy, ale mięso było bardziej delikatne i kruche od zwyczajnej wołowiny Moim numerem jeden wciąż pozostaje kangur Po obiedzie udałem się do sklepu rowerowego po odbiór kartonu na przeloty Spakowałem się obok przystanku autobusowego, a potem linią 92 dojechałem w okolice lotniska. Tutaj tuż obok terminalna miałem wynajęty apartament aby nie siedzieć prawie całej nocy na lotnisku. Dosłownie 300 metrów od wejścia na terminal. Jutro wylot mam o 5:25, więc na lotnisku i tak muszę być z dwie godziny wcześniej
 
Dzień 31, Kazachstan , Turcja , Bułgaria , Polska , Powrót ✈️
Powroty do domu lubię tak samo jak początki wypraw Wylot wcześnie rano, musiałem wstać o 3:00 i doczołgać się z kartonem do terminala. Na lotnisku zapłaciłem za przelot roweru jako sprzęt sportowy. Nie wiem czemu ale policzyli mi za dwa loty osobno po 77 euro Może dlatego, że płaciłem na lotnisku, a nie wcześniej w aplikacji Osobna opłata za lot do Stambułu i osobna do Sofii Trzecią opłatę za przelot roweru za zapłaciłem wcześniej, ponieważ był to lot łączony i w Sofii musiałem odebrać rower i nadać go ponownie innej linii lotniczej Pierwszy z trzech lotów najdłuższy. Z Ałmat do Stambułu 6h lotu ✈️ Przelot nad ośnieżonym Kaukazem i wysokimi szczytami tureckiego Taurusu ️ Na lotnisku w Stambule ciekawie… sporo ludzi z całego świata i pielgrzymów w białych prześcieradłach Pięć godzin oczekiwania na kolejny lot. Po przylocie do Sofii, gdzie musiałem odebrać i ponownie nadać rower, pudło już nie wyglądało tak samo jak je nadawałem w Ałmatach Było otwierane z obu stron, potem próbowano zabezpieczyć je taśmą i nawet zostało obwiązane sznurem W Sofii znów pięć godzin oczekiwania na lot, a Ryan oczywiście opóźniony godzinę W samolocie już głównie Polacy Na lotnisku we Wrocławiu karton wyjechał pierwszy przed innymi bagażami podróżnych, oversize rządzi Karton znów porozdzierany, ale nic nie wyleciało ze środka. Na terminalu złożyłem sprzęt i liczyłem liczyłem na transport nocnym autobusem z lotniska do dworca kolejowego. Okazało się, że autobus odjechał 6 minut wcześniej, a kolejny za 54 minuty… Rower miałem sprawny, nie chciało mi się tyle czekać, więc do dworca dojechałem na rowerze. Równo godzinka. O 4:00 przyspieszony pociąg do Jeleniej Góry i 5:57 wyprawa jak i podróż powrotna zakończona